Ministranci już nudzą mnie,
wyrucham pięciolatkę albo nawet dwie.
Lecz chętnych na bolca nie sieją, nie.
Wezmę więc sprawy w ręce swe,
dyspensę na jebanie, daj mi Panie.
Jadę autem, jeszcze jak.
Łykam już hostię, po niej staje ptak
Choć sto trzydzieści wiosen mam,
codziennie z innym dzieckiem się sram
Tak żyje wielki papież,
polski śmieciu
Wciąż myślę gdzie, wciąż myślę jak,
pięciolatka da mi wreszcie jakiś znak
nie widzę jednak nic, mogę tu bez końca gnić.
Kremówek stos, porcja dnia,
opędzluje w międzyczasie takie dwa
nie widzę nadal nic,
mogę tu bez końca gnić.
Hej, ka kara ra ra ka rara karara
Staję na piskach, widzę ją.
Zagajam gadkę, w głowie mam jej srom
I choć opory lekkie ma,
kremówka gwałtu zadziała raz dwa
Pakuję ją w auto i odjeżdżam
Bagietowóz jedzie za nami,
szkoda tylko, że zrobić nie mogą zupełnie nic
Wjeżdżam do lasu, rozbieram ją,
wbiję w ciasne ciałko, foty dam na szą
Przestaną mnie szkalować, marzę o tym.
Wciąż myślę gdzie, wciąż myślę jak,
pięciolatka da mi wreszcie jakiś znak
nie widzę jednak nic, mogę tu bez końca gnić.
Kremówek stos, porcja dnia,
opędzluje w międzyczasie takie dwa
nie widzę nadal nic, mogę tu bez końca gnić.
Już nie muszę, muszę
Wciąż myślę gdzie, wciąż myślę jak,
pięciolatka da mi wreszcie jakiś znak
dostrzegłem jakiś gest, dostrzegłem jakiś gest,
dostrzegłem jakiś gest! – poruchałem wreszcie fest.