Przetlumaczenie z jezyka slaskiego na polski:
Nawiedzony Krzyz w Wilkowyjach
Było to już wieczór gdy po ciemku wracałem ze sklepu.I przechodziłem koło tego krzyża, i w tym ogródku -do dziś ten krzyż tam stoi ogrodzonym płotkiem - tam w środku w tym ogródku, tam siedział wielki czarny pies na ziemi, siedział a ogień mu z pyska leciał. Też wtedy tak wystartowałem do domu, i uciekałem ile wlezie. Innym razem widziałem tam owieczkę jak się pasła, biała owieczka, ale od owieczki nie uciekałem. Piekna biała owieczka sie tam pasła w tym ogródku, i gdy przyszedłem do domu, powiedziałem: "Mama, tam w ogródku koło tego krzyża sie owieczka pasła" a mama "...a widzisz, to znaczy ze ta dusza jest już wybawiona. To już nie jest zła dusza, ci ludzie tam musieli dać na msze, i te msze ją wybawiły". Ta dusza była od jakiegoś chłopa, może do dzisiaj jego kości leżą pod tym krzyżem. Przez powstanie jakieś zginął ten nieznany chłop, i tam go pochowali (chodzi prawdopodobnie o jakieś powstanie mniej wiecej w 1920 roku na Śląsku) i krzyż tam dali. Wiecej ludzi tam widziało różne dziwne rzeczy. Raz tata posłał mojego brata Albina do sklepu też po tabake, i nie chciało mu się trochę iść bo był u niego kolega. Ten kolega też pracował w browarze w Tychach i piwa się napił, i zaszumiało mu ono troche w głowie; w naszym domu opowiadał odważnie o tym i tamtym, wygłupiał sie, i powiedział do brata: "Jak sie boisz to chodź ja pójde z tobą". I poszli razem bo brat bał sie iść obok tego krzyża, a on też już wcześniej od czasu do czasu tam dziwne rzeczy widział. I szli, i Albin wiedział, przeżegnał sie, a ten Francek co z nim szedł, wziął kamień z ulicy i rzucił nim w krzyż. Z lekceważeniem prychnął do brata: "Co sie tam będziesz żegnał?!". Poszli, tabaki kupili, i wrócili się w drogę powrotną. Wracali do krzyża spowrotem, i spod brzegu, spod skarpy wyszedł na szosę taki byk wielki jak diabeł, z wielkimii rogami, straszny i na Francka idzie groźnie z tymi rogami. A ten krzyczał w niebogłosy! Na całą wieś go było słyszeć! A Albin łukiem ominął tego byka i wystrzelił biegiem do domu. Zostawił go i uciekł :). Dopiero daleko sie zatrzymał, i czekał tam na Francka. A ten chodził po szosie w te i we wte, z lewej strony prawą, z prawej na lewą i krzyczał bo chciał uciec, a nie umiał. Bo gdzie Francek chciał uciec to ten byk mu stanął w drodze. Potem w końcu jakoś Franckowi udało się być szybszym od tego byka, szybko go obiegł i wziął nogi za pas do ucieczki. Jak przyszedł do domu to się trząsł jak osika, a blady!, wytrzeźwiał od razu! On mieszkał, za Czechem, za Fabryką. Wtedy naprade wyrąbało mu z gaci!
-Bardzo starzy ludzie na Śląsku jeszcze pamietają czasy gdy różnej maści duchy, utopce, diabły i czarownice zamieszkiwały te ziemie. Wielu którzy się zetknęli z tymi bytami już poumierało, po nielicznych zachowały się nagrane za życia opowieści. Mój dziadek który obecnie też jest już duchem(a który po śmierci też dał całkiem dosadne znaki swego istnienia), opowiada o tych kontaktach językiem ludzi którzy przeżyli podobne historie, a odeszli przed nim. Garstka tych którzy pozostali z każdym dniem maleje, na szczęście spisywane książki min. pani Eweliny Kuśki, ratują od zapomnienia niezwykłe przeżycia tutejszych ludzi...
Napiszę tylko że bardzo wiarygodny świadek , któremu można zaufać . Starsi ludzie nie maja już po co żartów takich sobie robić .
Bulin1994 2 years ago 17
przeciez zaden nie musi w to wiezyc !!!!!! powiem Tylko ze o tym psie to była prawda bo moj kumpel zobaczył bardzo duzego psa obok bramy do placu i wyszed z domu poszed do tego psa a psa juz nie było a rano juz nie żył wiec jesli ktos niechce wierzyc to nie musi ;-))
dran2121 1 year ago 3