I
Las ukrywa zimne zwłoki pomordowanych marzeń
Wykonane wyroki, a plany podlegają karze
Miliony zdarzeń kreujących rzeczywistość
Dzięki ciszy wysoko, a przez hałas tak nisko spadasz
Z hukiem na ziemie, wymazane plemię
Gasną w konwulsjach ci co w nich tam jeszcze płomień drzemie
Ale silniejsze brzemię krytyki karmionej ołowiem
W krematorium tez iskierka mruga, ona ci opowie
Historie do łóżeczka o zamkniętych dzieciach w beczkach
O szubienicach w szopach i workach bez powietrza
O zranionej miłości co jej repertuar gości
Składa się z żyletek, tabletek, noża i zazdrości.
O głodnych brzuchach, które nie potrafią krzyczeć
A spleśniałe resztki trupów to dla nich wielkie zdobycze
O połamanych zębach, dobrze, że były mleczne
Kiedy tata wytrzeźwieje to się zachowuje grzecznie
Zazwyczaj nie pamięta, po chuj jesteś taka spięta
Stres kiedy dzwoni dzwonek jak przy max grubych przekrętach
No chodź tu na stronę, jeszcze raz zobaczę focha
To przysięgam w domu będziesz miała rozjebany nochal
Spuchnięty jak oferma co przynosi wstyd rodzinie
Empatia i szacunek, wszystko wraz ze łzami spłynie
Do rynsztoka, wypłata, rozpierdolony lokal
I na nic tłumaczenia, że nikt nigdy go nie kochał
To o tym wierzby milczą bo chyba wstyd im szumieć
Poznają te historie podczas dopieszczania trumien
I wysechł strumień, a twarz się stała taka blada
Cały blok udaje, że nie słyszał kłótni u sąsiada
Ta zostawiła ślad po sobie, w mokrym chłodnym rowie
Nikt prawdy się nie dowie, skrytej pod stuporem powiek
Co starają się zasłonić pełne bólu oczy
Mimo tego ze już martwe wciąż chcą wzywać pomocy
II
Ziemia powoli trawi tych co Bóg nie zdołał zbawić
Cud w Sokółce? śmieszne, kiedy człowiek cale życie krwawi
I mimo tego walczy nie chce dać się pokonać
Mówisz, że już starczy? Znasz wiersz o krukach i wronach ?
I dziobach co kąsają jak strach głowy niewinnych
Których jedynym marzeniem jest raz poczuć się silnym
Więc skończcie już z debilnie pustym mieszaniem w głowie
Że nie da się zrozumieć strzałów z broni maszynowej
Piekło na ziemi, czerwony alarm
Chłopak chciał to w sobie zabić, nawet nie wiesz jak się starał
Ale kiedy podła chmara, stale na to nie pozwala
Nie od dziś przecież wiesz, że gdzie zbrodnia tam kara też
Kliniki aborcyjne, wyskrobane dzieci
Matki mordercy, nie każda do jednego wora leci
Płody na śmieci i nic nie warta psychika
Tylko, że zarodek znika a mentalność już pobita
Napiętnowane w stadzie,wzorem trędowatych
Spisane przez obrońców moralności na straty
Wykluczone poza nawias, tu się zaczyna zabawa
Co ma czterdzieści procent i dusze na nogi stawia
Na obrzeżach wielkich miast rodzą się koszmary
Tam inaczej płynie czas, ten świat musi już być stary
Skoro ciągle zapomina o podobno własnych synach
Dla których rzygi chlebem a wodą żółtą śliną
Tak to się zaczyna, eksplozja nienawiści
Co dojrzewa w kanałach, w kartonach, może ci się przyśni
Chociaż kurwa na chwile ciepło własnego domu
Urojenia są w cenie wiec lepiej nie mów nic nikomu
A te drzewa ciągle patrzą, są pełne politowania
Nauczyły się przed wiatrem swojej twarzy nie zasłaniać
Będziesz się słaniać długo, masz pecha, zanim upadniesz
Kiedyś jeszcze byleś sługą, teraz już jesteś na dnie.
Nie potrafię być obiektywny wobec tego co nam serwujesz Wojtku. Kawałek miażdży w każdym aspekcie. Ta muza uzależnia!
RobertusYT 4 months ago 6
Jest pierdolniecie konkretne !
fyfy1000 4 months ago 4