Nauczyłam się kiedyś chodzić,
i tak od kiedy zaczęłam chodzić
chodzę jeszcze do dzisiaj.
Przeważnie nie myślę o tym
Jakie to szczęście --
ŻE CHODZĘ!
Nie potrzebuję pomocy, moje dwie nogi
I moje dwie stopy
Mnie wspomagają.
Nie protezy, nie laski,
nie jakieś obce zależności.
Tylko ta moja wola i moje nogi,
mój mózg i moje kończyny dolne.
Nie myślę o tym zjawisku codziennie.
Nie odczuwam tej prawdy
tak głęboko każdego dnia.
Nagle teraz się tak zdarzyło,
że o tym właśnie myślę.
CHODZENIE --
Takie wydaje się to naturalne.
Kiedy widzę Davida,
Z dwoma nogami-protezami
I Elę, która od 15 lat nie
Chodzi, to wtedy wiem, że chodzenie
To przypadek zależny od szczęścia.
Jestem sprawna,
nie mam SM ani cukrzycy.
Straszliwe wypadki, wojny,
nieszczęscia naturalne
mnie omijają.
Idę, biegnę, skaczę,
Nadeptuję swoją lewą stopą prawą stopę,
Wchodzę, wychodzę kiedy chcę,
ruszam się i przemieszczam swoje ciało
Nie muszę błagać o pomoc.
Pomyśleć, że to tylko paradoks przypadkowości
I nieprzewidzialność szczęścia.
To sensacja mojej doskonałości.
TEN CUD CHODZENIA.
I te moje stopy!
Link to this comment:
All Comments (0)