Turcja. Droga do Pervari.
Rano ruszamy z planem dojechania do Sanli Urfy, przez Midyat i Mardin - nie pokonujemy nawet 1/10 tej drogi, na cały dzień zostając w górach - to jest dzień na zupełnie osobną opowieść i największa przygoda tej części wyprawy.
Góry dosłownie pochłaniają całą naszą ekspedycję. Jeszcze do południa łudzimy się, że mapa tylko na krótkim odcinku odbiega od rzeczywistości, ale z każdą godziną i każdym kolejnym rozjazdem coraz częściej ją odkładamy i staramy się posiłkować innymi metodami. Niestety, niewiele z nich skutkuje - rzadko spotykani ludzie na hasło Pervari potakują głową i pokazują ręką w kierunku, w którym jedziemy. O jakiejkolwiek innej informacji nie mamy nawet co marzyć. Ani słownik, ani gestykulacja, ani nawet rysunek nie pomagają nie ma między nami cienia zrozumienia. GPS pokazuje, że jesteśmy kilkanaście kilometrów od Pervari... od kilku godzin. Nie pozostaje nam nic innego jak jechać, a na rozstajach dróg zdawać się na intuicję, choć mamy świadomość, że zła decyzja to minimum 2 godziny w plecy. Jedziemy cały czas skalną półką, w kurzu, pyle i morderczym upale, bez możliwości odbicia czy nawet zrobienia w cieniu przerwy na obiad. Wynagradzają nam ten trud obłędne widoki i przyjemne uczucie znalezienia się w jakiejś zupełnie abstrakcyjnej krainie, zapomnianej przez Boga i ludzi. Acz nie do końca tak jest - zatrzymuje nas patrol wojskowy i przez chwilę jest bardzo nieprzyjemnie. Nie wiemy, czy w ogóle dalej pojedziemy. Potem spotkamy jeszcze parę takich posterunków. Żołnierze zachowują się grzecznie, ale tak, że nie mamy wątpliwości, że są tu nie bez powodu. Nocujemy w górach, nad brzegiem potoku, wcześniej wyciągając z niepozornie wyglądającego zjazdu uszkodzoną Toyotę Adama. Land Rover Michała ma awarię uszczelniacza, w Patrolu padły amortyzatory, tylko młodziutka Gelenda dzielnie się trzyma. Jesteśmy otoczeni dwoma wysokimi szczytami, na brzegu rwącego potoku, z majaczącymi światłami miasta na jednym ze stoków. Świeżo w pamięci mamy spotkania z wojskiem i portrety pamięciowe wiszące na ścianach posterunków. Ale też i herbatę wypitą w Pervari, lokalnego bosa, piaskowe domy, posterunek żandarmerii. To miasto i jego mieszkańcy biją na głowę tysiące zabytków i atrakcji. Zobaczenie tego miejsca było fascynującą przygodą.
Bo po 9 godzinach jazdy w końcu dojechaliśmy do Pervari
Jasne, wysyłam na maila.
BIELUGAExpedition 3 years ago
Na tagi niestety nie ma czasu, ale dzięki za uwagę. Takie drogi zawsze mają co pewien czas mijanki, w przypadku spotkania cofa mniejszy lub zwrotniejszy. Zazwyczaj jest to dobra okazja do spytania o drogę ; )
BIELUGAExpedition 3 years ago
bardzo ciekawa wyprawa czy mógłbym dostać namiary na tą trase? pozdrawiam ;)
kubas1806 3 years ago
ciekawa ta wyprawa...dajcie wiecej tagow:"podroz,wyprawa,przygoda,itd" to moze wiecej ludzi to zobaczy...zastanawiam sie tylko co by bylo gdyby na takiej waskiej drodze wysoko jakis pojazd z naprzeciwka wyjechal?Jak wyminac?Gratuluje odwagi i podziwiam prace by to wszystko przygotowac.
kosmoandreas 3 years ago