Z wdziękiem, swobodą i znajomością rzeczy opowiada Jarosław Kret o Egipcie.
Książka -- podobnie jak „Moje Indie" -- w żadnym razie nie jest typowym przewodnikiem. Kret
bowiem znakomicie łączy opowieść o tamtejszych realiach, historii, kulturze, obyczajach
z osobistymi wspomnieniami i refleksjami. A ma co wspominać, bo od końca lat 80., kiedy
to jako student egiptologii pojechał na stypendium do Kairu, był w państwie faraonów
wielokrotnie.
Pośród dziesiątek pysznych anegdot i opowieści dowiadujemy się mnóstwa
ciekawych rzeczy. Czy to prawda, że jeżeli na ulicy spotyka się dwoje Egipcjan, możesz
być pewien, że troje z nich jest policjantami? Ile może trwać przerwa obiadowa egipskiej
urzędniczki? Jak odbija się na tamtejszym życiu coś w rodzaju naszej „spychologii",
znaczonej wszechobecnymi słowami bukra (jutro) i szuajja (powoli, pomału, trochę,
ciut-ciut)? Jaki związek ma wyznawana przez Egipcjan religia z... zapinaniem pasów
bezpieczeństwa w samochodzie? Czym jest osławiona „zemsta faraona" i czy aby nie sami
turyści są winni swoich gastrycznych kłopotów? Kret nie jest przeciwko turystom, obserwuje
tylko i opowiada o pewnej typowej rosyjskiej rodzinie podczas urlopu na Synaju. Wnioski
wyciągnijcie sami!
Egipt to kraj o dwóch, a może nawet wielu obliczach. Jedno starożytne, klasyczne,
znane nam wszystkim z historii -- kolebka cywilizacji, drugie arabskie, muzułmańskie,
orientalne -- barwne, niezwykle ciekawe, ale wciąż dla nas obce i egzotyczne -- przypomina
autor. Przemierzamy niesamowity, tętniący życiem Kair, w malowniczej drodze na Synaj,
przejeżdżamy tunelem pod Kanałem Sueskim z Afryki do Azji, oglądamy plaże nad Morzem
Czerwonym, jesteśmy na targu wielbłądów w Birkaszu (to nie miejsce dla ludzi o słabych
nerwach), jemy kolację w wytwornym hotelu, robimy zakupy (przy okazji Kret demitologizuje
słynne targowanie się), czytamy o wcale nie kolorowych, a tym bardziej nie idyllicznych
miasteczkach delty Nilu, a przy okazji opowieści o architekturze, Jarosław Kret najpierw
proponuje nam spacer po... Warszawie i ma ku temu powody.
„Mój Egipt" to bezpretensjonalny, niezwykle ciekawy, idealny wstęp nie tylko do
poznania tamtejszej kultury, obyczajów i cywilizacji, ale i do zrozumienia mentalności
mieszkańców. Wyobraźmy sobie upał. Tak, taki porządny upał. Trzydzieści osiem stopni.
Jesteśmy w Egipcie. Jesteśmy tu, bo tutaj mieszkamy. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy
Egipcjanami i muzułmanami zarazem. Jest gorące południe i właśnie muezin zawołał
wiernych na spotkanie w meczecie -- czytamy w jednym z rozdziałów. I, nie wiadomo kiedy
-- m.in. dzięki barwnemu „słownikowi" podstawowych pojęć, określających, co w Egipcie
ważne, od alchemii przez chałwę i dywan, po haszysz, hazard i talizman -- niemal się nimi
stajemy...
Zapowiada się sympatycznie! Super!!!
Kalijoa5 3 months ago