8 kwietna 2008 r. zmarł Towarzysz Ludwik Hass - komunista, trockista i znawca wolnomularstwa. Profesor Hass za swoją żarliwą wiarę w komunistyczne ideały zapłacił pobytem w łagrze. Ludwik Hass był nie tylko ideowym działaczem ruchu robotniczego, ale i przenikliwym, wściekle pracowitym badaczem dziejów. Miał w sobie to coś, co czyni słowo towarzysz wyjątkowym. Bo na to miano trzeba sobie zasłużyć. A on zasłużył na nie, jak mało kto.
Piotr Ikonowicz
15.04.2008
Piotr Ikonowicz:
Żegnamy dzisiaj towarzysza Ludwika Hassa. Żegnamy człowieka, który był niepospolity, był wyjątkowy i który przynosi nowy blask słowu "towarzysz".
Ja miałem to szczęście i ten honor, że kilka lat temu przeprowadziłem jeden z ostatnich, jeżeli nie ostatni z nim wywiad, choć bardziej to można nazwać rozmową.
Pamiętam, jak profesor Ludwik Hass bardzo się cieszył, że może spotkać kogoś, z kim może sobie "towarzyszować", mówić to słowo, które było dla niego tak ważne.
Jako towarzysz i komunista wylądował pod kołem polarnym w łagrze i dzięki sile swojej woli i umysłu - bo nie ciała, ciała był wątłego - w sposób bohaterski przeżył. I to, co pozwoliło mu przeżyć te najtrudniejsze w życiu 17 lat, to uczyniło go kimś bardzo ważnym dzisiaj dla nas, i uczyniło go wielkim. Wielkim naukowcem, wielkim człowiekiem, ojcem, mężem i towarzyszem.
On przetrwał dlatego, że niczego nie robił połowicznie. Był to absolutny perfekcjonista. Więc jak chodził do szkoły - to się uczył. A po gimnazjum lwowskim na tyle dobrze znał rachunki, że - zgłosiwszy się na ochotnika do kopalni w obozie - przetrwał, bo udało mu się przejść do działu księgowości.
Siła umysłu zawsze mu towarzyszyła - on uczył się języków, których znał jedenaście - z opakowań, z podartych gazet. I uczył się solidnie, uczył się do końca. I dlatego tak wiele potem mógł dać, ponieważ nigdy nie stawał wpół drogi. I to, co było jego siłą - w nauce, jako historyka, jako wnikliwego, nieustępliwego badacza, to, co dawało mu niesamowite wyniki i osiągnięcia naukowe - ta sama konsekwencja, ta sama bezkompromisowość - to czyniło z jego życia drogę ciernistą, drogę trudną.
A już najtrudniej chyba było być żoną towarzysza Hassa. Maria... Maria, z którą wrócił, przyjechał do Polski z tamtych strasznych miejsc i czasów - Maria musiała pogodzić się z tym, że żyje z człowiekiem niepokornym. Z człowiekiem, który nie mógł przyjąć dużego mieszkania, bo tam już zamieszkał "na dziko" robotnik z chorymi dziećmi. Nie po cudzej krzywdzie!
Żył do końca w pokoju z kuchnią. Tak, Ludwik Hass - profesor, największy ekspert w Polsce, a może na świecie od wolnomularstwa, od masonerii - żył tak skromnie, że trudno to sobie dzisiaj wyobrazić. Ale przecież w tym mieszkaniu, skromnym, było niesamowite bogactwo. Wystarczyło tam wejść, zobaczyć te książki, te notatki i ten unoszący się duch... Duch - mimo że jesteśmy materialistami. Duch idealizmu, wiary w to, że człowiek może być lepszy i żyć w lepszym świecie. Bo czegokolwiek się dotykał, nie przestawał kierować się tym wielkim marzeniem ludzkości, jakim jest komunizm.
Zapytany o to, czy jest komunistą, powiada: tak, ale to słowo już nie ma sensu. To słowo już nie ma sensu, bo są dwie partie. Jest partia tych, którzy rozstrzeliwują, i jest partia tych rozstrzelanych. Ja należę do tej partii komunistów rozstrzelanych.
I postać Ludwika Hassa pozwala wyjaśnić, zegzemplifikować i ocalić to wielkie marzenie, które zostało w historii zbrukane. To jest bardzo ważne, że jego ten obóz nie złamał. A nie złamał go tak dalece, że w 1965 roku znowu trafia do więzienie. Znowu za komunistyczną robotę w rzekomo komunistycznym kraju.
I Ludwik Hass powiada po wyjściu z więzienia - z takim charakterystycznym dla niego uśmiechem i autoironią: jest postęp! Najpierw siedemnaście lat, teraz już tylko siedemnaście miesięcy...
On umiał patrzeć na świat optymistycznie - i na swoje życie, które było trudne. Ja wiem na pewno z różnych rozmów, że on tu nie wrócił do luksusów. On nie przyszedł po nagrodę. Dawano rekompensaty ludziom, którzy ucierpieli na Wschodzie, ale on po nie nie sięgał. I tłumaczył to tak: można przyjmować coś od towarzyszy, ale to nie są towarzysze.
I ta godność, ten hart sprawia, że to pożegnanie, które tu dzisiaj rozpoczynamy, będzie trwało bardzo długo.
Nie sposób jest pożegnać całościowo i powiedzieć to, co należałoby powiedzieć w tym miejscu o Ludwiku Hassie. Myślę, że będziemy o nim pisać, będziemy o nim rozmawiać ale, przede wszystkim, on umierając, i niczego przez całe życie nie żądając dla siebie, i wszystko robiąc dla innych - postawił nam, ludziom lewicy, komunistom, marksistom ale i po prostu przyzwoitym ludziom bardzo wysoko poprzeczkę. Bo tę wielką pustkę, tę próżnię trzeba będzie wypełnić. Trzeba będzie pójść tą drogą, dlatego że to jest tylko to, i aż to, co możemy dla niego zrobić.
Cześć jego pamięci!
This comment has received too many negative votes show
zgroza komunista na katolickim cmentarzu .czyli jak trwoga to do boga...
mazovian7 3 years ago
Cmentarz jest nie katolicki, lecz komunalny, więc tak na zdrowy rozum - może kojarzyć się raczej z komuną. A trwogą może napawać tu tylko niewiedza.
krikritad 3 years ago