|
ewik29 favorited a video
(1 month ago)

WIESŁAWA ORLEWICZ pochodzi z muzykalnej rodziny. Śpiewa odkąd pamięta. W...
more
WIESŁAWA ORLEWICZ pochodzi z muzykalnej rodziny. Śpiewa odkąd pamięta. W gimnazjum (słynna Handlówka), prof. Tycner zaangażował ją do popularnego chóru. W tym okresie bardzo ważne dla niej stały się piosenki Marty Mirskiej: "Znałam każdą nutkę, każde słowo, nie znając, oczywiście, nut w tamtym czasie. Repertuar radiowy miałam w małym palcu, do tego marzenie by móc tak śpiewać. Nie byłam żadnym wyjątkiem wśród dziewczyn w tym wieku. Był rok 1953 czy 1954, Rozgłośnia PR w Poznaniu ogłosiła pierwszy konkurs piosenkarski. Zgłosiłam się. Nie miałam ani nut, ani akompaniatora - chyba jedyna kompletna amatorka. Zaśpiewałam Paryskiego gawrocha i Aloa-e. Profesor Witalis Dorożała namówił mnie do nauki śpiewu w szkole muzycznej. Za cichym przyzwoleniem śpiewałam piosenki w Rozgłośni PR w Poznaniu, jednakże musiałam przybrać pseudonim. To z tego okresu pochodzą "Laleczki". Postanowiłam tę piosenkę nagrać, aby nadano ją w koncercie życzeń na urodziny mojej córeczki. Piosenka stała się szlagierem, została przez kogoś wydana na pocztówce dźwiękowej, która... trafiła za granicę i była nadawana w Radiu Wolna Europa. Miałam z tego powodu "przechlapane". Po wyjeździe Nataszy Zylskiej, zajęła miejsce w szalenie popularnym zespole estradowym "Spotkamy się za rok", śpiewając u boku Janusza Gniatkowskiego i Jana Danka. "Śpiewałam w Operetce, gdzie zjawił się Janusz Gniatkowski, z propozycją bym podjęła współpracę z jego zespołem. Ludzie! Taka gwiazda z propozycją występów na tej samej estradzie! Koncertowaliśmy razem w Polsce, Rumunii i na Festiwalu w Budapeszcie. Pierwszy raz śpiewałam na stadionie i to jakim - na samym Nepstadionie! Na tym Festiwalu były największe gwiazdy z demoludów, na czele z Orkiestrą Guentera Gollascha i solistami, a i tak "Balon" czyli Janusz Gniatkowski rozgromił wszystkich. Cóż to był za ryk aplauzu. Ja otrzymałam wyróżnienie. Po wielu latach dowiedziałam się od żony Danka, że Estrada Wrocławska nie zgodziła się na mój angaż (wszyscy liczyli na powrót Zylskiej z Izraela), więc zespół przez dwie trasy płacił mi gażę ze swoich pieniędzy. Wkrótce zespół się rozpadł. Krótko byłam solistką w zespole Zygmunta Wicharego. Polubiłam wtedy Śląsk i Ślązaków. Żałuję, że żadne nagrania z tego okresu się nie zachowały. Wśród licznych miast i krajów, występowałam też w Belgradzie. Tam odnalazł mnie agent z Finlandii - Janne Hakulinen i zaoferował mi dobre warunki na występy w Finlandii. Tak powstało Sava's Bar Trio. Tworzyliśmy go wraz z moim mężem, Andrzejem Borowskim (voc, piano) i Januarym Zarandym (gitara). Później Januarego na gitarzez zastąpił Jarosław Deckert, następnie Piotr Kuźniak. Później, już jako duet Sava & Andree, występowaliśmy w Holandii. Miałam tam ogromne powodzenie. Później nastał stan wojenny i wszystko diabli wzięli. Lata mijały. Nastąpiła apoteoza młodości w naszym kraju. Zostało mi kilka pięknych fotosów - dzieła wspaniałej Zofii Nasierowskiej. W tej profesji niezmiernie trudno o prawdziwych przyjaciół, zwławszcza, gdy życiowy termin ważności pozbawił mnie już kilkoro. Zostało jeszcze troje, którzy w każdej chwili mogą na mnie liczyć i jestem pewna, że tak samo jest w drugą stronę. Mam córkę, troje wnuków i jednego prawnuka, a także 11-letną sunię, skrzyżowanie dobermana z ratlerkiem, na podzespołach jamnika."
less
|
|